Archiwum - marca 2009

linkologia.pl spis.pl

linkologia.pl spis.pl

I Cing 31. marca 2009 19:57:00 Homo Sapiens Komentarze (0)
linkologia.pl spis.pl

Od tej pory minęło trzydzieści lat. Synchroniczność stała się już terminem bezspornie fizycznym a I-Cing księgą otaczaną kultem w kręgach ezoterycznych. Niekiedy spełnia także rolę egzotycznej zabawy towarzyskiej. Tak więc dochodzimy do praktyki. Pokazuje ona w niemal przerażający sposób, że tą starą księgą wyroczni dosłownie nic nie może zachwiać. Od jej zagadkowej, ponadczasowej wiedzy odbija się wszelki duch czasu, a „racjonaliści" łamią sobie na niej zęby. Jej odpowiedzi nie można tłumaczyć ani nadużywanym przypadkiem, ani urojeniem w mózgach zwolenników Księgi przemian. Sam znam przykład, na którym to dobrze widać. Oto dwóch młodych ludzi chciało utworzyć spółkę. Jeden z nich był jeszcze niezdecydowany i wahał się, niepewny, czy powinien brać na siebie ryzyko przedsiębiorcy. Nadal pamiętał o niemiłych doświadczeniach z przeszłości. Na pewnym przyjęciu w kręgu przyjaciół problem ten stał się tematem rozmowy. Gospodyni zaproponowała, aby zasięgnąć rady I-Cing. Wszyscy byli zachwyceni pomysłem, także ów niezdecydowany nie miał wątpliwości, gotów chętnie przyjąć każdą pomoc w podjęciu decyzji. Gospodyni rzuciła monety - zamiast klasycznych gałązek krwawnika - a kandydat na wspólnika skupił się na swoim problemie. I-Cing odpowiedziała heksagramem 18 NAPRA WIANIE ZNISZCZEŃ (KU). Odczytano kolejne teksty dodane do tego heksagramu. Słysząc następujące słowa, pytający pobladł: Naprawia to, co zniszczył ojciec. Jeśli jest synem - zmaże winę ojca. Niebezpieczeństwo. W końcu szczęście*. Człowiek ów był najwyraźniej do głębi wstrząśnięty, choć nikt nie wiedział dlaczego. Po chwili wewnętrznej koncentracji wyjaśnił, że w przypadku przedsiębiorstwa, które chce założyć razem ze swoim przyjacielem, chodzi o firmę rodzinną, którą zrujnował („zniszczył") jego ojciec. Zdumiewające, prawda? No dobrze, tutaj można by jeszcze wykorzystać znany przypadek, ale co zrobić z kolejnym przykładem, który zaraz przedstawimy? Dr Roger S. Jones, docent fizyki eksperymentalnej i autor wielu książek, pracował nad traktatem o ogólnej teorii względności. Praca mu nie szła, był z niej niezadowolony; wydawało mu się, że trzeba jeszcze wspomnieć o kilku sprawach, ale nie umiał się zdecydować, o których. Wiedział tylko, że czegoś brak. Mając taki dylemat, postanowił skierować pytanie do I-Cing. Wypadł mu heksagram 16 ENTUZJAZM (JU). W angielskiej wersji I-Cing, przetłumaczonej przez Wilhelma Baynesa, dr Jones natknął się na następujący passus, który pomógł mu ruszyć z miejsca w jego pracy: Nienaruszalność praw natury opiera się na zasadzie ruchu po linii najmniejszego oporu. Prawa te nie są narzucane rzeczom z zewnątrz, ale ucieleśniają harmonię ruchu, która w nich mieszka. Dlatego ciała niebieskie nie zbaczają ze swoich orbit, a wszelkie zdarzenia w naturze mają swoją stałą regularność. Niefizyk być może nie zdoła zrozumieć olśnienia, które faktycznie owładnęło doktorem Jonesem przy tych słowach. Opisuje to w książce Physics as Metaphor w taki sposób: „Sam Einstein nie zdołałby lepiej podsumować teorii względności". Czy to także może być przypadek? Zaoszczędźmy sobie weryfikacji tego pytania przez wyliczanie nie kończącego się ciągu podobnych przypadków. One istnieją, a to obala hipotezę przypadkowego zbiegu okoliczności. Faktycznie można w I-Cing odkryć taki skarbiec zaszyfrowanej wiedzy - i to bez uciekania się do wątpliwych sztuczek interpretacyjnych czy myślowej ekwilibrystyki - że ostatecznie także czynniki psychologiczne nie wchodzą w rachubę jako wyjaśnienie. Zbyt wiele kryją w sobie skromne trzy linie trigramu. Księga przemian jest kopalnią wiedzy o kosmologii, teologii i filozofii. I nie tylko. Matematyk Rudiger Hauff jest zafascynowany abstrakcyjnym formalizmem I-Cing, który przypomina teorię matematyczną. W dualizmie odgrywającym kluczową rolę w tej księdze wyroczni dostrzega on antycypację odkryć, z którymi musi się zmagać nowoczesna fizyka (hasło: dualizm falowo-korpuskularny), a które zmuszają do godzenia ze sobą kategorii sprzecznych. W I-Cing połączenie diametralnych przeciwstawności jest naturalnym wyrazem wszelkiego bytu. Zdaniem Rudigera Hauffa jest to czytelne wezwanie do myślenia dwubiegunowego. Martin Schonberger idzie jeszcze dalej. Dla niego już sama struktura I-Cing zawiera wyraźną analogię do podstawy wszelkiego życia, kodu genetycznego zapisanego w DNA (kwasie dezoksyrybonukleinowym). W swojej książce Verborgener Schlüssel zum Leben - Weltformel I-CING im genetischen Code wysuwa on śmiałą tezę, że Księga przemian, licząca sobie przeszło 5000 lat, wyprzedziła to jedno z najbardziej sensacyjnych odkryć późnego XX wieku. I to nie w formie zawoalowanych aluzji, ale całkiem wprost. Jego dowód jest absolutnie niepodważalny. Jak wiadomo, badacze Crick, Watson i Wilkins otrzymali w 1962 r. Nagrodę Nobla w dziedzinie medycyny za odkrycie spiralnie skręconej w formie drabiny cząsteczki DNA, która przypomina trochę kręte schody. DNA - którego długość w przeciętnym człowieku wynosi 10 miliardów kilometrów, a więc równa się mniej więcej średnicy Układu Słonecznego - składa się z niezliczonych jednostek, tak zwanych nukleotydów. Jeden nukleotyd składa się z kolei z cząsteczki cukru (dezoksyrybozy), cząsteczki kwasu fosforowego i jednej z czterech zasad (adeniny, tyminy, guaniny, cytozyny: A, T, G, C). Taki jest plan życia, zawarty w każdej żyjącej komórce. A teraz co do I-Cing, której korzenie tkwią w najdalszej przeszłości. Zestawienie „starej" i „nowej" wiedzy ujawnia następujące niezwykłe zbieżności: I Cing BIOLOGIA Podstawą I-Cing są pierwotne bieguny jin i jang. Podstawą kodu genetycznego jest podwójna skręcona nić DNA (plus - minus). Podstawą I-Cing są cztery linie. Cztery litery połączone w pary (A-T, C-G) opisują podwójną nić DNA. Trzy spośród czterech linii I-Cing składają się na jeden trigram. Trzy spośród czterech liter DNA tworzą jedno słowo kodu syntezy białek. W I-Cing istnieją 64 heksagramy. Istnieją 64 tryplety zasad DNA, programujące budowę aminokwasów. Istnieją heksagramy I-Cing PRZED SPEŁNIENIEM oraz PO SPEŁNIENIU. Istnieją początkowe i końcowe tryplety ograniczające kod DNA.

SHAKIRA- VIDEO TE AVISO TE ANUNCIO 30. marca 2009 07:44:00 Clipy Komentarze (0)
linkologia.pl spis.pl

linkologia.pl spis.pl

Zasada synchronistyczna 30. marca 2009 07:16:00 Homo Sapiens Komentarze (0)
linkologia.pl spis.pl

Mimo swej obsesji na punkcie wyobrażenia, że związki kosmiczne manifestują się w pancerzach żółwi, ludy Szang żyły w stabilnym państwie, a ich stopa życiowa (zgodnie z nowoczesną terminologią) na owe czasy była gdzie indziej nieosiągalna. Zlekceważenie kultury wróżbiarskiej Szang jako zabobonu prehistorycznego ludu oznaczałoby przyjęcie dziewiętnastowiecznej ignorancji z jej klapkami na oczach. Trudno przyswajalną dla nas receptą ludów Szang na sukces musiała być zdolność do zachowania względnej niezależności kultury i jednostki przy jednoczesnym pielęgnowaniu bezpośredniego kontaktu z naturą. Wygląda to na sprzeczność, ale nią nie jest. Przypomnijmy sobie ezoteryczną, całościową wizję świata. Wykracza ona poza sztywny, mechanistyczny porządek Newtona, z którego byliśmy na zachodzie tacy dumni (przed fizyką kwantową, zasadą nieoznaczoności i polem morfogenetycznym), a którego ostatnie skorupy nowa fizyka właśnie wyrzuca na śmietnik historii. Dylemat, z którego zdajemy sobie coraz jaśniej sprawę, między zasadą przyczynowości, którą nam wbito do głowy, a całościową harmonią, o której mówią stare mądrości (i supernowoczesne teorie naukowe), przyczynia się w istotnej mierze do panującej wszędzie dezorientacji. Zanim wspomniana harmonia wsączy się w nas, Ziemia zdąży jeszcze wykonać niejeden obrót. Czy kiedykolwiek może powstać prawdziwy konsens między cywilizacją technologiczną a harmonizującą wizją mikro- i makrokosmosu, tego nie wie nikt. Prawdopodobnie niemożliwe będzie zawrócenie z drogi, tak wielkie są podstawowe rozbieżności. Ludzie z epoki Szang nie mieli takiego problemu. Udało im się osiągnąć równowagę bez precedensu w znanej historii ludzkości: zorganizowanie nienagannie funkcjonującego społeczeństwa, stojącego jedną nogą na gruncie faktów, a drugą na uniwersalnej wizji bytu. Jeśli chcielibyśmy koniecznie użyć nowoczesnego terminu naukowego, to można by zdefiniować kulturę Szang jako opartą na podstawie synchroniczności. Z pewnością większość ludzi wzdraga się na samą myśl, że wzór powstający z pęknięć skorupy żółwiowej ogrzewanej w ogniu może stanowić pośredniczący łącznik między kosmosem a jednostką. Dla człowieka z czasów dynastii Szang taki punkt widzenia był jedynym normalnym. Byłby on zdziwiony naszą analityczną obsesją, która nam każe gonić za przyczynowością i dzielić naturę na coraz mniejsze cząstki - tylko po to, by stwierdzić, że wszystko z wszystkim się wiąże, a więc de facto jest „Jak w górze, tak na dole". Nasza nauka dławi się dzisiaj wizją świata, z którą ludy Szang w pełni się identyfikowały prawie cztery tysiące lat temu. Bezprzyczynowa paralela między wszechświatem a człowiekiem była dla nich okultystycznym „duchem w atomie", praprzyczyną wszystkiego, najwyższą wytyczną. Pogląd taki wyznaje dziś niejeden badacz i filozof, jeśli nawet - znowu trzeba przytoczyć teorię synchroniczności C. G. Junga - formułuje go przeważnie bardzo teoretycznie. Fakt, że istniała także praktyka albo z powodzeniem jeszcze istnieje, nadaje sprawie nowy wymiar. My już go znamy w sformułowaniu: wszystko tu „na dole" (człowiek, natura itd.) jest odbiciem wszechogarniającej rzeczywistości, jakkolwiek by była złożona (jak wiadomo, faktycznie jest taka). Gdyby się udało dotrzymać kroku tej kosmicznej harmonii, wszystko byłoby w porządku. Ludom Szang najwidoczniej się to udawało przez kilka stuleci. Wydaje się znamienny fakt, że zwycięscy Czou przynieśli ze sobą system wróżbiarski, w którym chińska wizja synchroniczności miała otrzymać swój najwyżej rozwinięty kształt filozoficzny. Czy system ten miał wyższość nad wróżeniem z żółwich pancerzy i pozwolił najeźdźcom zyskać przewagę, tego nie wiemy. Znamy jednak sam system, dzisiaj nawet lepiej niż znano go wówczas. I-Cing - Księga przemian W 1929 r. słynny Szwajcar C.G. Jung wypowiedział w czasie wykładu wówczas jeszcze dość zagadkowe zdanie: „Synchroniczność jest przesądem wschodu, a przyczynowość nowoczesnym przesądem zachodu". Rok później, wygłaszając mowę ku czci zmarłego właśnie Richarda Wilhelma, słynnego sinologa, badacza myśli chińskiej i tłumacza I-Cing, wypowiedział się on nieco jaśniej. Jung powrócił do swoich ówczesnych słów i rozwinął je: „Nauka I-Cing nie opiera się na zasadzie przyczynowości, ale na zasadzie dotąd bezimiennej, bo nieznanej, którą chciałbym na próbę nazwać «zasadą synchronistyczną»" . Miało minąć jeszcze pięć lat, zanim pojęcie to ostatecznie się ukształtowało i zyskało bliższą definicję. Jung użył go w wykładzie wygłoszonym w londyńskiej klinice Tavistock, gdzie powiedział: „Tao może być wszystkim. Proponuję inne słowo, możliwie skromne. Chcę to nazwać synchronicznością". Zetknięcie się z Wolfgangiem Pauli, austriackim fizykiem, laureatem Nagrody Nobla, pomogło Jungowi w decydujący sposób pójść dalej tą drogą. W 1952 r. psycholog i fizyk opublikowali wspólnie książkę Naturerklarung und Psyche, w której Pauli omawiał oddziaływanie archetypów Junga w świetle teorii ruchów planet Keplera, a Jung przedstawiał istotę synchroniczności. Dopóki było to możliwe dla ich wielkich umysłów, dwaj badacze usiłowali wspólnie sformułować nową zasadę natury w celu ujednolicenia psychologii i fizyki. Zawarta w tym myśl, że w psychologii kryje się komponenta obiektywna, a w fizyce subiektywna, była w istocie rewolucyjna. Przyprawiała ona każdego „poważnego" przyrodnika o skurcze żołądka, które powoli ustępują dopiero w naszych czasach w obliczu równie niezaprzeczalnych co dziwacznych odkryć. Bardzo powoli. Dla uczonych starożytnych Chin i „autorów" I-Cing takie skurcze byłyby czymś obcym, wręcz niepojętym. Umieliby oni zrozumieć nieortodoksyjne myśli Junga i PauIi’ego i mądrze kiwaliby głowami słysząc o tym, że subiektywność i obiektywność w gruncie rzeczy są jednym i tym samym: różnymi formami wyrazu jednego jedynego fenomenu. W 1958 r. świat nauki był jeszcze ciągle daleki od takich wniosków. W tymże roku C.G. Jung pisał z okazji śmierci swego przyjaciela i kolegi Wolfganga Pauli’ego: Jest bardzo smutne, że Pauli zmarł tak wcześnie, ponieważ był fizykiem, którego współcześni słuchali bardziej niż psychologa takiego jak ja. Istnieje jednak szansa, że przyszłość wykaże większe zrozumienie dla psychologii nieświadomości i jej doniosłych problemów, a synchroniczność, choć jest jeszcze w powijakach, będzie mogła stworzyć podatny grunt dla rozwiązywania problemów stojących przed fizykami atomowymi i psychologami nieświadomości.

Yanni- Southern Exposure 29. marca 2009 09:19:00 Clipy Komentarze (2)
linkologia.pl spis.pl

linkologia.pl spis.pl

Potęga wyroczni 29. marca 2009 08:50:00 Homo Sapiens Komentarze (0)
linkologia.pl spis.pl

Horoskop, wahadełko i różdżka to oczywiście nie wszystko. Instrumentarium ezoteryczne jest równie zróżnicowane jak nasz duch, który się nim posługuje, i jak ukryta wiedza, którą nam udostępnia. Pójdźmy więc dalej i podejmijmy dialog z wszechświatem, dla którego istnieją już słowniki. Nie są one co prawda zbyt łatwe do czytania, gdyż ich słownictwo jest językiem symboli. Poświęcimy teraz naszą uwagę dwóm takim podstawowym systemom, a mianowicie wróżbom wschodu i zachodu. Kultura Chin należy do najstarszych; przeżywała ona okresy rozkwitu już w czasach, gdy Europejczycy jeszcze kulili się ze strachu po jaskiniach, kiedy błyskało się i grzmiało. Jedna z takich epok rozkwitu i cywilizacyjnych osiągnięć wszelkiego rodzaju przypada na epokę brązu, ok. 1700 prz. Chr. Wiąże się ją z rządami dynastii Szang, która władała regionem nad Żółtą Rzeką, Huang-ho, na wyżynie Cinghaj. Za panowania tej dynastii rosły miasta, ulepszano rolnictwo i wprowadzono system magazynowania zboża; istniały różne rzemiosła, a gospodarka kwitła pod sprawną administracją. Możliwe było podjęcie i planowa realizacja takich budowli, jak Wielki Mur Jinhuan (mur ten zbudowało 10 000 robotników w ciągu ok. 12 i pół roku). Można by sądzić, że tak prężne i postępowe rządy w państwie muszą się opierać na najsolidniejszej podstawie. Faktycznie, istniała taka podstawa, na której opierało się całe życie ludów Szang. Czy można ją określić jako „najsolidniejszą", to dyskusyjna sprawa, chodziło bowiem o - system wróżb. Do wróżenia używano kości, a później żółwiowych pancerzy. W dawnych Chinach panujący nie był bowiem po prostu najwyższym kierownikiem nawy państwowej o nieograniczonych uprawnieniach, ale pośrednikiem między najwyższymi niebiosami a ludem, krótko mówiąc, Synem Niebios. Do niego należały najważniejsze decyzje: cesarz mianował urzędników, tworzył prawa albo rozstrzygał o ich stosowaniu, kazał wznosić budynki, mosty, budować drogi i wiele innych obiektów, opiekował się handlem, rolnictwem, rzemiosłem i naukami, wypowiadał wojny i zawierał traktaty pokojowe. We wszystkich przedsięwzięciach wspierała go rada harmonii wszechświata, w której istnienie wierzono z taką powagą, że tylko z trudem możemy to sobie wyobrazić. Środkiem jej przekazu były wróżby. W czasach świetności dynastii Szang bez wróżenia z żółwiowych pancerzy nie działo się dosłownie nic. Jak obliczyli specjaliści, w samym tylko późnym okresie Szang zużyto przeszło trzy miliony roboczogodzin na zajmowanie się wróżeniem z żółwiowych pancerzy. Cesarz w żadnej kwestii nie zawierzał swojej własnej rozwadze czy zgoła przypadkowi, każdego dnia uczestniczył w rytuale wróżenia, trwającym zawsze wiele godzin. Nie pomijano żadnego problemu, czy chodziło o wyprawę wojenną, przedsięwzięcie budowlane, zarządzenia administracyjne, plony, sukcesy na polowaniu czy inne sprawy, ostatnie słowo należało do wróżbitów. Jeśli cesarz chciał się czegoś dowiedzieć o snach, chorobach, urodzinach i zgonach, wierności swoich konkubin albo nędzy swego ludu, mógł korzystać tylko z jednego źródła informacji. Dla potrzeb cesarskich wróżb zużywano tyle żółwi, że trzeba je było sprowadzać z najdalszych zakątków Chin. W jednym jedynym dole wykopaliskowym odkryto przeszło sto tysięcy wypolerowanych i pokrytych inskrypcjami pancerzy przeznaczonych do wróżenia, lśniących niczym jadeit. A spreparowanie tylko jednego pancerza zajmowało całe tygodnie. Trzy i pół tysiąca lat po okresie Szang archeologowie odkryli ogromne zbiory żółwiowych pancerzy, na których niestrudzeni pisarze za każdym razem zapisywali rezultat wróżby, uzyskane odpowiedzi na pytania (albo cały cykl pytań, jeśli chodziło o coś bardziej złożonego, jak np. dialog z przodkiem). Znaczenie rytuałów w epoce Szang było wielkie. Wokół wróżenia z pancerzy żółwiowych obracało się życie publiczne i prywatne, przenikało ono wszystkie aspekty całej cywilizacji i stanowiło dla każdego człowieka centralne wydarzenie w życiu. Bez wróżby nie można było sobie wyobrazić ani udanych zbiorów, ani dojrzewania owoców czy ukończenia budowli, spłodzenia potomka czy zawarcia transakcji. Życie i śmierć, sukces i klęska wszystkich członków ludu Szang - od kulisa do cesarza, od oseska do starca - były regulowane przez wróżby z pancerzy żółwiowych. Około 1000 albo 1100 r. prz. Chr. dynastia Szang wygasła. Państwo zostało podbite przez pochodzący z zachodu lud Czou, który nie dbał o żółwiowe wróżby. Choć wiedza o nich przetrwała do naszych dni, to od późnego okresu Szang nigdy już nie odzyskały one dominującej roli. Jedynie sinologowie, językoznawcy i etnografowie cenią je wysoko i dziś jeszcze, ponieważ około trzech tysięcy znaków wygrawerowanych na pancerzach stanowi pierwotną formę pisma chińskiego. Nasuwa się pytanie, dlaczego potrzebny był dopiero najazd z zewnątrz, aby upadła kultura całkowicie zorientowana na interpretację pęknięć skorupy żółwiowej? Zdrowy rozsądek podpowiada przecież każdemu, że tak zorientowana cywilizacja samoistnie musiała utonąć w chaosie. Ten „rozsądny" pogląd jednak pozostaje w sprzeczności z tym nierozsądnym faktem, że dynastia Szang to jedna z najważniejszych wczesnych cywilizacji. W zdumiewający (dla nas nawet groteskowy) sposób lud ten potrafił zorganizować różnorodną, wysoką kulturę i utrzymać ją znacznie dłużej, niż zdołało przetrwać imperium brytyjskie. Ezoteryczna wizja świata z jej wszystkimi praktycznymi skutkami istniała w czasach dynastii Szang dłużej niż nauka porenesansowa. Właśnie dzięki tak długiemu czasowi uprawiania wróżbiarstwa, wokół którego wszystko się kręciło, wiemy dziś o nim tak wiele. Archiwa pancerzy są prawdziwymi kopalniami wiedzy, porównywalnymi z niewyczerpaną biblioteką, a same pancerze są jak książki albo ich strony. Utrwalono na nich z drobiazgową dokładnością ogromną liczbę szczegółów o procesach politycznych, decyzjach cesarzy, pogodzie i porach roku, urodzinach i zgonach, ślubach i wyprawach wojennych, kontaktach z innymi ludami, naukowych odkryciach (jeden z napisów informuje nawet szczegółowo o ukazaniu się Nowej na niebie), tradycjach i zwyczajach, sposobie życia i kierowaniu państwem

linkologia.pl spis.pl