kwi 23 2009

Wszystko jest przeznaczeniem - przeznaczenie...


Komentarze: 0

Wpewnej starej sufickiej przypowieści - można by ją też nazwać bez respektu anegdotą - został przedstawiony problem ostatecznego ustalenia przyczyny i skutku: Nasrudin wybrał się na konną przejażdżkę i po drodze zauważył grupę jakichś jeźdźców. Ponieważ sądził, że to rozbójnicy, popędził konia i ruszył galopem w inną stronę. Podejrzani jeźdźcy byli w rzeczywistości przyjaciółmi Nasrudina i jego ucieczka ich zastanowiła. Sądząc, że może potrzebuje pomocy, ruszyli w ślad za nim. Nasrudin, zauważywszy pogoń, wpadł w popłoch, pognał konno na cmentarz, przeskoczył jego mur i ukrył się za jednym z nagrobków. Kiedy ścigający dotarli do muru cmentarza, spytali przykucniętego za nagrobkiem przyjaciela: „Czemu się kryjesz, Nasrudinie, i co ty tu w ogóle robisz?" „To bardziej skomplikowane, niż sądzicie - odpowiada Nasrudin przyjaciołom. Ja tu jestem z waszego, a wy z mojego powodu". Ta zwięzła historyjka pokazuje dobitnie, jak trudno jest ustalić, co jest przyczyną czego i jaki obrót wezmą wydarzenia - jednym słowem: o co w ogóle chodzi. Według sufitów, mistyków islamu, których nauka być może wywodzi się od zoroastryzmu Persów pozostałych w kraju, kiedy muzułmanie podbili ich kraj, istnieje tylko „droga" (tariqa). Duch człowieka jest emanacją pierwiastka boskiego i dąży do ponownego zjednoczenia ze swoim (boskim) pochodzeniem. Taki punkt widzenia, w zasadzie właściwy także azjatyckim naukom, nie pyta o przeznaczenie bytu, ale je zakłada. Pułapki przyczynowości, z którymi od tysięcy lat walczą filozofowie zachodu, a od dziesiątków lat fizycy, tracą znaczenie. U nas idea oddania się nieosobowej wszechobejmującej woli stwórczej nie ma wykształconej tradycji, chcąc nie chcąc trzeba to przyznać. Ani w filozofii, ani religii czy ezoteryce (a już najmniej w naukach przyrodniczych). Mamy we krwi indywidualizm, a tym samym również potrzebę nie tylko zaakceptowania naszego własnego przeznaczenia, ale i zrozumienia go w jakiś sposób. Nie mogło to się udać bez trudności. Wyszły one na jaw - i nadal dają znać o sobie - w postaci dylematu między determinizmem (fatalizmem) a wolnością woli (chaosem). Przepaść między obu tymi koncepcjami jest z pozoru nie do pokonania, co się manifestuje we wszystkich dziedzinach życia, choćbyśmy sobie tego nie uświadamiali. Dość pomyśleć o prawie karnym, które początkowo zakładało absolutną wolność woli człowieka i nakładało odpowiednio drakońskie kary za jego czyny, gdy dzisiaj dołączył się element determinizmu, sprawiający, że w coraz mniejszym stopniu odpowiedzialnością za zbrodnię obarcza się sprawcę, a nawet, co wręcz groteskowe, coraz bardziej przypisuje się ją ofierze (hasło: „wiktymologia"). Podobne tendencje rozwojowe wielu współczesnych ludzi, ze względu na wpojone im wewnętrzne postawy, uznaje za zjawisko sprzeczne z naturą, które umacnia w nich wrażenie, że żyją w świecie pozbawionym sensu. Albo też w epoce pozbawionej sensu, do którego to wniosku tak wielu dochodzi. Trudno uznać za zadowalające obowiązujące dziś równanie: więcej wiedzy, komfortu, dobrobytu = mniej wartości, sensu, sprawiedliwości. Sporadycznie udawało się przerzucić mosty między tymi tak z pozoru niemożliwymi do pogodzenia przeciwieństwami. Filozof Franz Austeda uważa postulat wolności woli za bezsensowny, ponieważ takie pojęcia jak odpowiedzialność, wina, obowiązek czy kara stają się możliwe do przyjęcia dopiero przy założeniu determinizmu. Wygląda to na sprzeczność, ale Austeda precyzuje swój tok myśli: „Jedynie przez determinizm, przeznaczenie, również wola nabiera charakteru zgodnego z prawami i przestaje się manifestować w sposób pozbawiony reguł i przypadkowy. Swobodne decydowanie - w sensie «bezprzyczynowe» - nie byłoby określane przeze mnie, nie zależałoby od mojej osobowości, moich życzeń. Takiej wolności chyba nikt by nie pragnął". Większość zapewne się z tym zgodzi. Pragniemy wolności i sensu. Kim jednak jesteśmy? Jeśli przyjrzymy się sobie z takim obiektywizmem, na jaki nas tylko stać, to wkrótce odkryjemy, że nie istnieje jedno Ja. Człowiek ma inną osobowość przy pracy, inną w zaciszu domowego ogniska, w walce płci związku partnerskiego, na urlopie, za kierownicą czy przed telewizorem. W gruncie rzeczy osobowości jest bez liku. Każdy rozmówca, partner seksualny czy jakikolwiek inny ma odmienny obraz jednego i tego samego człowieka. Jest to codziennym zjawiskiem; ulubiony chwyt komediowy polega na tym, że dwie osoby mówiąc o trzeciej nagle zaczynają się zastanawiać, czy faktycznie mają na myśli tę samą osobę. Niekiedy ten porządek ulega zakłóceniu i robimy rzeczy dziwne. Potem zazwyczaj się tłumaczymy: „To nie byłem ja... Sam nie wiem, co we mnie wstąpiło...", czy podobnie. W rzeczywistości wszystko to jest po prostu kwestią płaszczyzny świadomości, na której się znajdujemy w danym momencie. Zazwyczaj wszystkie te płaszczyzny mają odniesienie do naszej osobowości, są ukierunkowane na ego, jak mówi psychologia. Możemy jednak wznieść się ponad nie albo zanurzyć pod nim. Jest to jednym z celów wiedzy ezoterycznej, jeśli nie celem zasadniczym. Można dążyć do niego wieloma drogami, wschodnimi czy zachodnimi, przez medytację, zagłębianie się w sobie, okultystyczny spirytualizm albo czysty racjonalizm.

hjdbienek : :
Do tej pory nie pojawił się jeszcze żaden komentarz. Ale Ty możesz to zmienić ;)

Dodaj komentarz