mar 12 2009

Wyrafinowane Instrumentarium


Komentarze: 0

Tutaj rozważymy wiedzę ezoteryczną - nie tylko astrologię - w zwierciadle nauki i zetkniemy się z interesującymi koncepcjami nowej fizyki, które są bardziej fantastyczne od magii. Synchroniczność i prawo serii będą tam przedstawione raz jeszcze pod innym, poszerzonym kątem widzenia. Na razie powiemy tylko tyle: W 1964 r. fizyk John S. Bell wystąpił z teorią „kosmicznego kitu". Przyjmował przy tym za punkt wyjścia myślowy eksperyment Alberta Einsteina, Nathana Rosena i Borysa Podolskiego (zwany eksperymentem E-P-R), zakładający istnienie szybszej od światła, bezprzyczynowej i niczym nie ograniczonej łączności wszystkich cząstek elementarnych (a więc także większych obiektów i procesów). Istnienie takiej ukrytej sieci powiązań musiałoby wprawdzie rozsadzić obraz kosmosu, usunęłoby jednak równocześnie niewygodne sprzeczności (zwłaszcza po prostu wypierany ze świadomości paradoks statystyczny, który kwestionuje samodzielne istnienie izolowanych jednostek - od cząstek elementarnych przez cząsteczki gazów aż do kolumn samochodów i galaktyk; nikt bowiem nie umie powiedzieć, skąd poszczególne cząstki „wiedzą", kiedy i gdzie powinny się znaleźć, aby jako całość ujawnić zachowanie statystyczne). To, co przez dziesiątki lat stanowiło przedmiot sporu między najróżniejszymi dyscyplinami fizyki teoretycznej i praktycznej, mogło w 1982 r. zyskać jednoznaczny dowód doświadczalny, przeprowadzony przez francuskiego fizyka Alaina Aspecta wspólnie z J. Dalibardem i G. Rogersem. Mówi się odtąd o „aspekcie Aspecta", który jednoczy przestrzeń i czas, wszystko z wszystkim w nierozerwalną, harmonijną całość o bardzo głębokich powiązaniach. Naukowcy spojrzeli odtąd na wszechświat inaczej -ezoterycy widzieli go takim zawsze... Co właściwie daje nam ta wiedza? W porządku, najbardziej egzotyczne koncepcje nowoczesnej fizyki doprowadziły do sformułowania zasad - czy jakkolwiek zechcemy to nazwać - które mogłyby wydobyć astrologię (i inne nauki ezoteryczne) z kąta, do którego wygnano sztuki magiczne. No i co z tego? Czy przez to łatwiej zostać dobrym astrologiem? Na pewno nie. Podstawą jest na pewno co najmniej minimum zdolności. Podobnie jak w przypadku wszystkich innych sztuk. Ale wspomniane uzdolnienie (a przeważnie posiada je w jakiejś mierze każdy, kto się czymś interesuje) może jak wszelkie inne być wspomagane albo tłumione. Dla astrologa sprzyjająca jest na pewno jak najszersza baza zrozumienia i akceptacji. Kto rysuje horoskopy jak maszyna, ten może i jest dobrym rzemieślnikiem-ezoterykiem, ale właśnie w tej dziedzinie potrzeba o wiele, wiele więcej. Oczywiście, musieliśmy przeorać podstawy sporządzania jednego z najważniejszych typów horoskopów, aby przyswoić sobie elementarne procedury. Do rysowania horoskopów to jeszcze nie całkiem wystarcza, ale można już zaczynać pracę. Przy wykorzystaniu innych dzieł fachowych czysta technika wkrótce nie będzie już stanowić problemu. I tak zresztą prace wstępne wykonują kieszonkowe kalkulatory albo programy komputerowe. Była to, jak wspomnieliśmy, szkoła podstawowa. Początek został zrobiony. Albowiem gotowy formularz horoskopu to tylko początek. Trudny etap dopiero nastąpi i powyższe wywody miały być przygotowaniem do niego. Jak to? Czyż nie wystarcza się zdecydować na jedną szkołę astrologiczną, jeden typ horoskopu, jedną interpretację? W zasadzie tak, ale nie powinno się nigdy tracić orientacji w całości zagadnienia, aby ująć kwestię prowokacyjnie. Astrologia jest -trzeba było do tego dojść własną pracą - sztuką wprawdzie ezoteryczną, ale nie sprzeciwiającą się naturze. Odzwierciedla ona w gruncie rzeczy niepojęte wydarzenia kosmiczne, ale także rozgrywające się wewnątrz atomów w naszych mózgach (albo w naszym duchu, jeśli ktoś woli nie wyrażać się tak materialistycznie). Procesy, które u zarania ludzkości mogliśmy jeszcze postrzegać bezpośrednio, ale już od tysięcy lat nie jesteśmy do tego zdolni. Chyba że mamy „wehikuł" do ich aktywizacji, coś w rodzaju „szczudeł" (co prawda to określenie bardzo niedoskonałe). W każdym razie najwidoczniej astrologia - podobnie jak inne dyscypliny wiedzy ezoterycznej - jest takim środkiem pomocniczym. Posługując się nim, można jednocześnie zaglądać w ciemną otchłań czasu i przestrzeni oraz w ukryte sfery własnej jaźni. Zawsze jednak powinno się zachowywać otwartość. Kto stanie się zaprzysięgłym zwolennikiem jednego systemu, ten może odnosić sukcesy - a nawet prawdopodobnie będzie je odnosił, jeśli rzeczywiście trafił na swój system. My nie jesteśmy w takim położeniu. Dla nas na razie nie istnieje jeden określony system, wszystko jest jeszcze otwarte i płynne, zanim się zdecydujemy na wybór. Wtedy „nasz" system nagle okaże się tym, który faktycznie się sprawdza. Skojarzenia z hipotezą obserwatora fizyki kwantowej, która dopiero przez obserwację wydobywa i umacnia określoną rzeczywistość spośród całego szeregu prawdopodobnych, nie są ani przypadkowe, ani nie zamierzone. Z tego względu również różnice zdań w obrębie astrologii są właściwie bez sensu. Symbole mają rzeczywistość właśnie subiektywną i w tych granicach oddziałują całkowicie realnie. Dlatego jest możliwe, że stwierdzenia astrologii znajdują potwierdzenie w statystyce mimo stosowania najróżniejszych systemów. W ostatecznej instancji to człowiek jest decydującym czynnikiem sprawczym w technikach ezoterycznych - i nie tylko tam. Dr Brian Josephson, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie mechaniki kwantowej i wynalazca rewolucyjnych złączy Josephsona, na początku lat sześćdziesiątych badał osobliwy fenomen. Chodziło o to, że europejscy i amerykańscy fizycy prowadzący doświadczenia dotyczące zachowania się cząstek elementarnych mimo całkowicie identycznych warunków doświadczeń regularnie dochodzili do diametralnie przeciwstawnych wyników. Było to po prostu niemożliwe, a jednak się zdarzało. Dr Josephson ostatecznie doszedł do wniosku, że wykluczające się nawzajem wyniki testów są rezultatem przeciwstawnych oczekiwań amerykańskich i europejskich naukowców. Nie udało się dowieść, że nie ma racji. Tak więc wygląda niezniszczalna prawda „świata samego w sobie", którą można zmierzyć i zważyć. Otóż właśnie nie można. Z tego punktu widzenia nie można również obalić pierwszego naukowego studium o astrologii przez choćby nie wiedzieć ile późniejszych prac o przeciwnej wymowie. Jego autorem był C. G. Jung, który nie chciał poprzestać na pięknej teorii. Zbadał on horoskopy urodzeniowe 180 par małżeńskich i odkrył wiele charakterystycznych prawidłowości co do wzajemnych oddziaływań pozycji planet, aspektów, ascendentów itd. Nie mógł ich wyjaśnić „normalny" przypadek, podobnie zresztą jak wyników innych badań, świadczących o ponadprzeciętnym braku trafności treści horoskopów. Także takie permanentne błędy nie są „normalne". (W parapsychologii funkcjonuje nawet pojęcie braku zdolności paranormalnych - PSI-missing- kiedy testowana osoba osiąga szczególnie słabe wyniki w odgadywaniu np. zakrytych kart.) Krótko mówiąc, wszystko, co odbiega od statystycznego rozkładu, sygnalizuje istnienie paranormalnej komponenty. Niech każdy sam wyciągnie wnioski, co może być przyczyną, że określony astrolog szczególnie konsekwentnie chybia celu (być może jednak nie znalazł jeszcze swojego systemu...). Podsumujmy więc: Nie można generalnie powiedzieć, który system astrologiczny jest „prawdziwy", czy powinno się przywiązywać szczególną wagę do węzłów księżycowych, domów kątowych, następujących czy upadających, jakie właściwości należy konkretnie przypisać poszczególnym planetom i domom, czy o określonej interpretacji powinny decydować kwadratury, szczęśliwe punkty, tranzyty czy jeszcze może co innego. Paleta możliwości jest szeroka. I jak z każdej palety trzeba najpierw wybrać z niej to, co nam odpowiada. Dopiero wtedy można mieć sukcesy w pracy. Jeśli dokona się niewłaściwego wyboru, stanie się ona udręką. Astrologia nie jest małą tabliczką mnożenia, ale równie wielowarstwowym co wyrafinowanym instrumentarium, którym trzeba się posługiwać z wyczuciem - i intuicyjnie. Inaczej pojawią się fałszywe tony. Dlatego najpierw powinniśmy się wsłuchać we własne wnętrze. Na wykładzie o astrologii usłyszałem raz zdanie, które prawdopodobnie więcej mówi o istocie tej prastarej sztuki niż wiele grubych ksiąg. Wykładowca powiedział: „Jestem astrologiem już od dwudziestu lat i dopiero teraz nagle uświadomiłem sobie wyzwanie, które kryją w sobie sekstyle. Po prostu to odkryłem!" Zdanie to, wyrwane z kontekstu, jest banalne i niejasne i wcale nie przekonuje. Jeśli jednak przyjąć pozbawione uprzedzeń podejście do astrologii, to równie spontanicznie zrozumiemy, że człowiek ten po dwudziestu latach znalazł kolejny element swojego systemu. O ile mi wiadomo, odnosił on wiele sukcesów jako astrolog i jest tak nadal (być może nawet odnosi ich teraz więcej niż przedtem). Sądzę zatem, że wyrobiliśmy sobie wstępnie pojęcie, czym może być astrologia, niezależnie od tego, czy jest ona europejska, indyjska czy chińska, czy odnosi się do ciał niebieskich, drzew czy czegoś innego, oraz według której spośród najróżniejszych szkół jest zorientowana. Możemy teraz przystąpić do włączenia w budowlę wiedzy ezoterycznej kolejnych elementów...

hjdbienek : :
Do tej pory nie pojawił się jeszcze żaden komentarz. Ale Ty możesz to zmienić ;)

Dodaj komentarz