sty 09 2010

Historia wspaniałej misji


Komentarze: 0

Mary Jane Sheppard zmarła 18 grudnia 1992 roku. Nie była sławna, nie przyczyniła się do żadnego przełomu technologicznego ani nie stworzyła żadnej organizacji. Mimo wszystko jej życie poświęcone było pełnieniu wspaniałej misji. Misji równie ważnej jak te wypełniane przez ludzi sławnych — wychowaniu zdrowej, szczęśliwej rodziny. Jako żona Harry'ego Shepparda i matka ich czworga dzieci w San Mateo w Kalifornii, była ostoją miłości dla rodziny i przyjaciół. Jednak rodzina Mary Jane nie ograniczała się do najbliższego potomstwa i wnuków. Miała ona zwyczaj „adoptowania" dzieci swych przyjaciół i innych napotykanych osób. Promieniowała miłością. Jej ciepło i zainteresowanie innymi przyciągało przyjaciół jak magnes. Jej mąż Harry mówił o niej jak o świętej, syn Charlie zaś opisywał ją jako wspaniałą nauczycielkę, która pomogła mu znaleźć w życiu miejsce na współodczuwanie. W kuchni wciąż otwarcie wystawiają szereg wiszących wzdłuż ściany sznurów. Na nich wiszą setki pomalowanych spinaczy do bielizny. Każdy spinacz ma datę i imię osoby, która zatrzymała się u nich na noc. Rozszerzona rodzina Mary Jane stała się społecznością ludzi, których zbliżyła. Jim Conlow, członek społeczności Mary Jane, napisał o niej wiersz. Nosi tytuł „Twórczyni". W jego fragmencie opisuje ją w następujący sposób: Twórczyni to największa z czarodziejek lub świętych, której życie pełne miłości, magii i związków: tworzenia chleba i ogrodów dzieci i dzieci dzieci tkania gobelinu ze współczucia We wczesnym dzieciństwie przeszła przez wszystkie etapy procesu odkrywania misji. Poznała swoje główne pasje — tworzenie emocjonalnych związków z ludźmi. Odkryła swe najgłębsze wartości — miłość i współczucie. Te pasje i wartości scaliła w wizję wspaniałego życia polegającego na służeniu innym. Obrała bardziej szczegółowy, określony kierunek lub „motywację" swych wysiłków — wspólnotę przyjaciół i rodziny. Dokładnie przebadała swoje wnętrze, aby całkowicie dostosować się do swej misji. Wszystkie wewnętrzne przeszkody na drodze do realizacji jej życiowej misji zostały odrzucone, pokonane lub w najlepszym razie przekształcone w zasoby. Opracowała jednolite zobowiązanie, tak w swoim wnętrzu, jak wobec innych osób, które jej doradzały na co dzień. A jej dziedzictwo w postaci społeczności przyjaciół i rodziny rozwijało się przed nią. Gdy rak kończył jej życie, gdy miała sześćdziesiąt osiem lat, mimo całego bólu jej miłość do innych jaśniała, zaszczycając wszystkich, którzy czcili jej obecność w swym życiu. W ostatnich chwilach powiedziała synowi Charliemu: „Zrobiłam wszystko, co mogłam tutaj uczynić ". To być może ostateczna nagroda za odkrycie własnej misji. Skąd wiemy, że przeżywamy naszą życiową misję? Nikt oprócz nas nam tego nie powie. Jest to coś, co każdy sam musi odkryć i wiedzieć.

hjdbienek : :
Do tej pory nie pojawił się jeszcze żaden komentarz. Ale Ty możesz to zmienić ;)

Dodaj komentarz