Archiwum październik 2008, strona 3


Audio 
paź 24 2008 10 Gregorian - We love you
Komentarze: 0

10_gregorian_-_we_love_you

hjdbienek : :
Kosmos 
paź 24 2008 Kosmos - Przetrwanie
Komentarze: 0

hjdbienek : :
paź 24 2008 PROSTOTA SERCA
Komentarze: 0

Niebo było jasne i czyste. Nawet dużych krążących ptaków o szeroko rozpostartych skrzydłach, co to płyną tak lekko w przestworzach, nie było dziś widać, ani najmniejszej przelotnej chmurki. Drzewa stały w ciszy, a wygięte stoki wzgórz tonęły w głębokim cieniu. Góry rysowały się ostro na tle zachodzącego słońca. Jeleń stał czujnie sprężony wpatrując się w coś ciekawie, i nagle rzucił się w skok do ucieczki za naszym zbliżeniem. Pod krzakiem siedziała nieruchoma - tej samej co ziemia barwy - ogromna jasnooka ropucha. Daleko w dole stał duży dom, otoczony wspaniałym ogrodem; w przylegającym doń stawie można było dostrzec kąpiących się ludzi. Całe obejście zdawało się ustronne i dostatnie, tchnące atmosferą wygody i bogactwa. A nieco dalej, przy zakurzonej drodze, stała na wyschłym ugorze chata, jej ubóstwo i zaniedbanie można byle dostrzec nawet z oddali; atmosferą jej był ciężki trud i nędza. Nam, patrzącym z góry, oba domostwa zdawały się stać tuż przy sobie; brzydota i piękno, dostatek i nędza zdały się stykać ze sobą. Prostota serca ma większą wagę i większe znaczenie aniżeli prostota skromnego życia. Mieć nieduże wymagania, zadawalać się małym, jest stosunkowo łatwo; wyrzec się wygód czy przyjemności, np. zarzucić palenie lub jakiś inny ulubiony nałóg, nie jest jeszcze wyrazem prostoty serca. A poprzestawanie na jednej na biodrach opasce, wśród świata który oddaje się wygodzie i zbytkom, strojom i rozrywkom, nie koniecznie dowodzi wewnętrznej wolności. Znalem człowieka który porzucił światowe życie i jego powaby, a jednak pożerały go żądze i pragnienia i nie mógł zaznać chwili spokoju, choć przywdział szatę mnicha. Miał niespokojne, szukające oczy, a duszę rozdartą sprzecznościami wątpień i nadziei. Można zewnętrznie wyrzekać się wielu rzeczy, oddawać się różnym praktykom i ćwiczeniom, i wyznaczać sobie krok za krokiem drogę do określonego celu; można mierzyć swój postęp wedle sprawdzianów cnoty - iluż to rzeczy już się wyrzekłem, na ile postąpiłem w opanowaniu, tolerancji, łagodności postępowania itd.; można nauczyć się sztuki koncentracji i odejść w puszczę lub usunąć się poza mury klasztoru, czy też zamknąć się w przyćmionym pokoju dla medytacji; albo spędzać dnie na modlitwie i czuwaniu; można zewnętrznie jak najbardziej uprościć swe życie i mieć nadzieję, że te starannie obmyślane, z góry ułożone metody pozwolą nam osiągnąć szczęście, które nie jest z tego świata. Ale czyż się dojdzie do Prawdy przez zewnętrzne opanowanie i dyscyplinę? Zewnętrzna prostota - odrzucenie zbytków i wygodnictwa - jest oczywiście potrzebna, ale czyż ten gest może sam przez się otworzyć nam wrota do Prawdy? Troska o wygody i powodzenie obciąża umysł i serce, a udając się w daleką wędrówkę, trzeba być wolnym od wszelkich obciążeń. Dlaczego ten zewnętrzny gest zdaje się nam tak ważny? Dlaczego tak gorąco pragniemy uzewnętrznić nasze postanowienia? Czy jest to lęk przed łudzeniem siebie, czy też przed tym, co pomyślą lub powiedzą ludzie? Dlaczego chcemy sobie udowadniać że stosunek nasz jest rzetelny? Czy nie chodzi tu przypadkiem o upewnienie się, o przekonanie siebie o ważności naszego stawania się? W pragnieniu stania się czymś biorą początek wszystkie skomplikowania. Powodowani wciąż wzrastającą chęcią stawania się kimś coraz większym - czy to wewnętrznie czy zewnętrznie - gromadzimy lub wyrzekamy się, pielęgnujemy cnoty, odrzucamy wady itd. Widząc że czas wszystko unosi, chcielibyśmy uchwycić się czegoś, co mu się ostoi. Borykanie się aby czymś być, a czymś innym nie być, trzymanie się jednego, odrzucając drugie, nie może nigdy ustać dzięki jakimś zewnętrznym gestom, praktykom czy regułom; ale samo zrozumienie tej walki uwolni nas prosto i naturalnie od gromadzenia wewnętrznych i zewnętrznych dóbr, a więc wyzwoli nas i od wszystkich płynących stąd rozterek. Wyrzeczenie nie prowadzi do Prawdy, dosięgnąć jej nie można żadnym sposobem, ani metodą. Wszystkie środki, metody i cele są jeno formą pożądań, muszą wszystkie zniknąć aby Rzeczywiste mogło się objawić.

hjdbienek : :
Audio 
paź 24 2008 09 Gregorian - Stop crying your heart out
Komentarze: 0

09_gregorian_-_stop_crying_your_heart_out

hjdbienek : :
paź 24 2008 Świat Według M-o-n-s-a-n-t-o 11/11
Komentarze: 0

hjdbienek : :
paź 24 2008 CNOTA
Komentarze: 0

Morze było spokojne, zaledwie drobne zmarszczki fal znaczyły się na białym piasku wybrzeża. Wokół zatoki, nad brzegiem wygiętym w szeroki łuk, leżało od północy miasto, od południa rozciągał się aż po kraj wody palmowy gaj. Za piaszczystą ławicą można było dostrzec parę rekinów, a dalej sunęły rybackie łodzie; były one sklecone z kilku ogromnych bierwion związanych grubym powrozem; kierowały się na południe, ku małej wiosce ukrytej pomiędzy palmami. Odbicie jaskrawo zachodzącego słońca rozjarzyło wschodnią część nieba, było to jakby drugim zachodem, a ogromne obłoki o przedziwnych kształtach płonęły wszystkimi kolorami tęczy. Było w tym widoku coś tak fantastycznie pięknego, iż niemal trudno było to znieść. Woda odbijała jaskrawy blask barw i przedziwna świetlna smuga biegła po niej daleko, aż do horyzontu. Paru rybaków wracało z miasta do swej wioski, poza tym brzeg był pusty i cichy. Wysoko wśród chmur zapaliła się pierwsza gwiazda. W naszej powrotnej drodze przyłączyła się do nas kobieta i wszczęła rozmowę na poważne tematy. Mówiła iż należy do pewnego stowarzyszenia, którego członkowie praktykują medytację i wyrabiają podstawowe cnoty. Raz na miesiąc obiera się jakąś określoną cnotę i codziennie stara się ją rozwijać i wprowadzać w życie. Z jej słów i wewnętrznej postawy można było wnosić iż wrosła niejako w tę samodyscyplinę, a jednocześnie czuć w niej było pewne zniecierpliwienie w stosunku do ludzi, którym obce były jej pojęcia i cele. Cnota jest sprawą serca a nie rozumu. Gdy intelekt zaczyna świadomie wyrabiać cnoty, jest to tylko wyrachowaniem, samoobroną, sprytnym przystosowywaniem się do środowiska. Doskonalenie się jest zaprzeczeniem cnoty. Jak może istnieć cnota tam, gdzie jest strach? Strach pochodzi zawsze z mentalu, a nie z serca; ukrywa się przebiegle, różne przybierając formy - zacności, cnoty, służenia, przystosowywania się itd. W stosunkach ludzkich opartych na intelekcie strach będzie istniał zawsze. W istocie nasze "ja" nie jest oddzielne od swych intelektualnych czynności, ale samo siebie od nich oddziela i wyodrębnia i tym sposobem nadaje sobie trwałość i ciągłość. Jak dziecko ćwiczy gamy na fortepianie, tak nasze "ja" - intelekt - pilnie praktykuje cnoty, aby nadać sobie więcej trwałości i wyrobić zdolność opanowywania różnych życiowych sytuacji, albo też dla osiągnięcia tego, co uważa za najwyższe. Na to aby móc wychodzić życiu naprzeciw, trzeba być bez-obronnym i nie tworzyć wokół siebie muru zacności i egocentrycznej, a wielce "szanownej" cnoty. Najwyższego nie można dosięgać, nie prowadzi doń żadna droga; stopniowe urastanie i wznoszenie się ku niemu nie jest możliwe. Prawda musi sama do nas przyjść; nie można ku niej dążyć; nie zbliży nas do niej na pewno praktykowanie cnót. To, co ludzie przez wyrabiane cnoty osiągają, nie jest Prawdą, tylko ich własnym z wnętrza psychiki rzutowanym pragnieniem. A tylko w Prawdzie jest szczęście. Spryt intelektu i jego zdolność przystosowywania się w dążeniu do zabezpieczenia swej ciągłości, jest czynnikiem wciąż podtrzymującym w nas strach. I trzeba przede wszystkim ten strach głęboko zrozumieć, a nie myśleć o wyrabianiu cnót. Człowiek o ograniczonym umyśle i słabym charakterze może praktykować cnoty, ale pomimo to nie przestanie być małym i ciasnym. Cnota jest wówczas ucieczką od własnej małości, a wyrabiane i gromadzone zalety pozostają drobne i małostkowe. Dopóki nie zdamy sobie sprawy z tej małości jakże może w nas powstać doznawanie Prawdy? Jak może mały, ciasny, "cnotliwy" człowiek otworzyć się na przyjęcie niezmierzonego? W rozumieniu procesów naszego umysłu, czyli naszego "ja", cnota rodzi się samorzutnie; nie jest ona wówczas ochronnym murem, ani samoobroną, jest czujnym, spontanicznym zdawaniem sobie sprawy (awareness) i dogłębnym rozumieniem tego co jest. Intelekt nie zdoła nigdy prawdziwie rozumieć; może wyrazić w czynie to, co już zostało zrozumiane, ale nie jest zdolny do istotnego rozumienia. Aby w coś wniknąć i je naprawdę zrozumieć musi zrodzić się w głębi serca zdolność odbiorczości i rozpoznawania (recognition), i całkowite przyjęcie tego co jest, a ta zdolność wykwita samorzutnie gdy myśl ucichnie. Ale taka cisza myśli nie jest wynikiem wyrachowania i z góry ułożonego, umyślnie podjętego wysiłku. Samo pragnienie ciszy jest odmianą pożądania osiągnięć, a to rodzi nieskończone rozterki i udręczenia. A żądza aby czymś jednym być, a czymś innym nie być jest zaprzeczeniem cnoty serca. Cnota nie jest zmaganiem się ani zdobyczą, czy rezultatem osiągniętym długimi ćwiczeniami; jest ona stanem wewnętrznym który nie ma nie wspólnego z wyrażaniem się pożądań naszego "ja". Nie można po prostu być, gdy jest w nas wysiłek po temu. W naszym zmaganiu się aby czymś być, opieramy się i przeciwstawiamy, stosujemy umartwienia i wyrzeczenia, ale wzniesienie się ponad to wszystko nie stanowi jeszcze cnoty. Cnotą jest spokój, cnotą jest wolność od żądzy stawania się; a spokój ten płynie z serca, nie z myśli. Wprawdzie można uspokoić myśl przez odpowiednie ćwiczenia, praktyki, przymusy, ale taka dyscyplina niweczy cnotę serca, zaś bez niej nie masz pokoju, ni błogosławieństwa. Prawdziwą cnotą serca jest wszechrozumienie.

hjdbienek : :
Audio 
paź 23 2008 08 Gregorian - Lucky man
Komentarze: 0

08_gregorian_-_lucky_man

hjdbienek : :
paź 23 2008 Świat Według M-o-n-s-a-n-t-o 10/11
Komentarze: 0

hjdbienek : :
paź 23 2008 DOZNAWANIE
Komentarze: 0

Dolina tonęła w cieniu; zachodzące słońce złociło odległe szczyty, a to wieczorne rozjarzenie zdawało się płynąć z samego ich wnętrza. Po północnej stronie drogi góry były skaliste i nagie, jakby wypalone słońcem; a po południowej zielone i aż ciężkie od gęstwiny krzewów i drzew. Droga biegła prosto, przedzielając dużą malowniczą dolinę. Góry zdawały się tego wieczoru bliskie a nierealne, lekkie i o miękkim konturze. Wysoko na tle nieba krążyły duże ciężkie ptaki. Szare wiewiórki przebiegały przez drogę; z daleka dolatywał warkot samolotu. Po obu stronach drogi rozciągały się starannie utrzymane pomarańczowe gaje. Po upalnym dniu unosił się silny zapach rozgrzanej ziemi, skoszonego siana i wrzosów. Drzewa pomarańczowe o ciemnej zieleni świeciły gdzieniegdzie jaskrawością owoców. Rozlegały się nawoływania przepiórek, a samotny bażant właśnie zniknął wśród krzaków. Długa wężowata jaszczurka spłoszona przez psa czmychnęła w suche chwasty. Cisza wieczoru spływała powoli na ziemię. Przeżycie już doznane, a stan aktualny doznawania to dwie rzeczy różne. Pierwsze jest zawsze przeszkodą w stosunku do drugiego. Przykre czy miłe, ale już minione przeżycie tamuje swobodne płynięcie doznawania. Przeżycie które minęło jest przeszłością, znajduje się już w sieci czasu, stało się pamięcią, a ta ożywa tylko jako reakcja na to, co zachodzi w "dziś". Życie jest w tym co jest dziś, a nie w tym co było wczoraj. Ważkość i siła minionych doznań rzucają cień na to, co przeżywamy teraz, a więc doznawanie - które jest zawsze w teraz - krzepnie, ścina się niejako, w doznane. Umysł nasz jest lamusem doznanych przeżyć, tego co jest znane i utrwalone w pamięci, więc nigdy nie może być w stanie czystego doznawania, bo to, czego doświadcza jest zawsze tylko dalszym ciągiem już przeżytego. Umysł zna tylko tę następczość, a dopóki jest w jej więzach, człowiek nigdy nie zdoła przyjąć nowego; żyjąc wciąż dalszym ciągiem tego co było, nie może nigdy wejść w stan doznawania. To, co jest już doznane nie prowadzi do stanu świeżego, żywego doznawania, wszystko przeszłe musi zniknąć by ten stan mógł zaistnieć. Umysł może przywoływać tylko swe własne projekcje, tylko to, co zna. Doznawanie nieznanego nie może się pojawić dopóki nie przestaniemy gromadzić doświadczeń. Myśl jest wyrazem niezliczonych przeżyć, jest działaniem pamięci; a dopóki ta jest czynna i wtrąca się w każde przeżycie, nie można wejść w stan czystego doznawania. Nie ma sposobu ani metody aby położyć kres gromadzeniu doświadczeń, gdyż każdy z umyślnie użytych środków staje się jedną więcej przeszkodą dla doznawania. Obrać cel to trzymać się przeszłości i stwarzać ciągłość; a posiadać środki do osiągnięcia celu to utrwalać znane. Samo pożądanie osiągnięć musi zniknąć, bo właśnie to pragnienie stwarza zarówno środki jak cel. Dla doznawania nieodzowną jest pokora. Ale umysł nasz jest tak chciwy! Chce od razu wchłonąć ten nieuchwytny stan i dodać go do zasobu nagromadzonych doświadczeń! Od razu chce schwytać to nowe w sieć myśli a więc zmienić je w stare i tym sposobem stwarza podmiot i przedmiot, doznającego i doznawane, a z tego rodzą się rozdwojenia i konflikty. W stanie płynącego doznawania jedno i drugie znika; nie ma tego, kto doznaje, ani doznawanego. Drzewo, pies, gwiazda wieczorna, nie są, w tym stanie, przedmiotem przeżycia, są ruchem prostego doznawania; nie ma w nim odstępu pomiędzy obserwatorem a obserwowanym; nie ma tu interwału ani w czasie ani w przestrzeni, przez który myśl mogłaby się wcisnąć w ten stan i przyswoić go sobie i z nim się utożsamić. Myśl jest nieobecna, jest tylko proste "bycie". O tym stanie bytu nie można myśleć, ani o nim medytować, nie jest to coś, co można osiągać. Doświadczający musi przestać przeżywać, dopiero wówczas nastaje prosty byt. A cisza jego prądu jest poza czasem.

hjdbienek : :
Audio 
paź 22 2008 07 Gregorian - A weakened soul
Komentarze: 0

07_gregorian_-_a_weakened_soul

hjdbienek : :